piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 13

OCZAMI OLI

Obudziło mnie światło księżyca, które wpadało przez okno. Rozejrzałam się po pokoju...Nie byłam w nim sama. Leżałam obok Zayn`a i Liam`a, Louis koło Natalki, Nata obok Karoliny, a obok niej spał nie kto inny tylko Niall. Perrie i Danielle wyszły jeszcze wczoraj przy drugim horrorze...o ile dobrze pamiętam...[...]
Chciałam usnąć, ale nie mogłam. Nie dlatego, że przeszkadzało mi światło księżyca, tylko dlatego, że cały czas myślałam o Harry`m. Minął już tydzień, staram się o nim zapomnieć, ale gdy próbuję to myślę o tym jeszcze bardziej. Nie wiem ile czasu leżałam bez ruchu, ale w nogach i na rękach miałam "mrówki". Już chciałam wstać, ale nie mogłam się wcale ruszyć, nawet ciężko mi się oddychało. Z jednej strony przygniatał mnie Zayn, a z drugiej Liam (Liam na szczęście miał tylko rękę na moim brzuchu, ale nie zmienia to faktu, że była ciężka). POTRAKTOWALI MNIE JAK PODUSZKĘ ! Po jakimś czasie (dla mnie była to wieczność) Liam zdjął swoją rękę z mojego brzucha...i poniekąd było lepiej, a było by Super, gdyby Zayn nie zgniatał większej połowy mojego ciała!!! Spojrzałam na zegarek, była druga pięćdziesiąt trzy w nocy.
No super, teraz muszę czekać do rana, aż Zayn łaskawie się obudzi i ze mnie zejdzie. Nie pozostało mi nic innego jak gapić się w sufit i...
Miałam już łzy w oczach, to chyba ma być najgorsza noc w moim życiu. Cały czas zastanawiałam się co takiego zrobiłam, że była dla mnie taki wredny, chamski. Nie umiałam myśleć o niczym innym. Mój umysł mi nie pozwalał, a na dodatek byłam wyspana i nie było szans na to abym usnęła.
Łzy ciekły mi strumieniami...nie mogłam tego już dłużej trzymać w sobie...
Dlaczego to zawsze mnie spotyka? Może taki mój los? Może do końca życia mam być nieszczęśliwa?

***

Zawsze w szkole byłam tą miłą, pomocną, którą zawsze można wykorzystać. Nigdy nie umiałam i nie umiem powiedzieć "Nie" jeśli ktoś prosi mnie o pomoc. Na przerwach w szkole wszyscy gapili się na mnie, wytykali mnie palcami...wyzywali...naśmiewali się ze mnie.
Na lekcjach było podobnie. Nie zgłaszałam się, nie odzywałam...Bałam się źle odpowiedzieć...Bałam się reakcji innych. Gdy wracałam do domu byłam szczęśliwa. Mama, tata, młodsza siostra... Szkoła podstawowa była moim koszmarem...
"Koleżanki" i "koledzy" byli dla mnie mili tylko wtedy gdy czegoś ode mnie chcieli. Ale oczywiście głupia ja zawsze dawałam się wykorzystywać...Tak naprawdę nie byłam żadnym kujonem uczyłam się tak jak inni, ale...

***

W pewnym momencie poczułam, że ciężar z mojego ciała zniknął, mogłam w końcu oddychać ! Ponownie spojrzałam na zegarek...była trzecia czterdzieści pięć !
Ja myślałam, że byłam przez nich ściśnięta przez ponad dwie godziny, a okazuje się że nawet godzina nie minęła. Ehh, no cóż, było minęło...Rozejrzałam się po pokoju. Wszyscy jeszcze spali...Nie mając nic innego do roboty, znalazłam moje ciapy i cicho podreptałam do kuchni zrobić sobie śniadanie.
Gdy weszłam do pomieszczenia, były zapalone nie które światła. Na przykład przy blacie, lodówce...
Stałam tak na środku kuchni i patrzyłam się na milion rzeczy na raz. Mój wzrok skakał z jednej rzeczy na drugą. Nawet nie wiem o czym myślałam. Po porostu stałam ja wryta. Robiłabym to dalej, ale mój brzuch domagał się jedzenia. Gdy się otrząsnęłam moje nogi odmówiły posłuszeństwa. W końcu zmusiłam je do wykonania jakiegokolwiek ruchu i podeszłam do lodówki. 
Stałam przed nią chwilę, gdy nagle poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu. Już chciałam zacząć piszczeć i krzyczeć, ale ktoś drugą ręką zatkał mi usta...Zaczęłam się wyrywać, ale zamiast sobie pomóc to tylko pogorszyłam sprawę, bo osoba tylko wzmocniła uścisk, była po prostu sparaliżowana strachem. Chciałam zacząć krzyczeć z całych sił bo zatkanie ręką ust nie powstrzyma wszystkich dźwięków. Po chwili zorientowałam się że nie mogę wydać z siebie ani jednego, nawet cichego dźwięku... Poddałam się, przestałam się miotać i uspokoiłam się (przynajmniej się starałam). Osoba, która 10 sekund temu odcinała mi dojście powietrza do płuc, powoli rozluźniała uścisk. Po chwili mogłam już swobodnie oddychać. Jednak cały czas miał rękę na moich ustach...
Pozwoliłam sercu się uspokoić, starałam się nie myśleć o tym co się za chwilę stanie. Tajemnicza osoba zauważyła mój spokój i zdjęła rękę z mojej buzi... Odetchnęłam z ulgą. Stałam jak sparaliżowana przed otwartą lodówką. W końcu po jakimś krótkim czasie zamknęłam ją, ale się nie odwracałam. W końcu ktoś westchnął złapał mnie za biodra i odwrócił przodem do siebie tak żebym go zobaczyła...

-Harry?! - wydarłam się (oczywiście szeptem).

-Tak? - zapytał jak gdyby nigdy nic.

-Idioto przestraszyłeś mnie! Myślałam, że jakiś morderca chce mnie zabić albo, że chce mnie zgwałcić! - starałam się nie krzyczeć, ani nie płakać, ale nie za bardzo mi to wychodziło.

Harry patrzył na mnie przestraszony i...nie wiem nie umiem opisać jego wyrazu twarzy. Modliłam się, żeby nie zauważył, że płaczę, ale...Loczek szybko przyciągną mnie do siebie i mocno przytulił.

-Cii. Już nie płacz. Przepraszam. Bardzo przepraszam. Proszę nie płacz... - wyszeptał.

-Możesz mi powiedzieć czemu to zrobiłeś ? - zapytałam przez łzy.

-Dobrze, to było tak, że jak ty weszłaś do kuchni to ja siedziałem na krześle, ale mnie nie zauważyłaś. Potem jak podeszłaś do lodówki to ja wstałem i położyłem ci rękę na ramieniu żeby się przywitać, ale gdy to zrobiłem ty przymierzałaś się do tego aby zacząć krzyczeć. Więc zatkałem ci buzię żebyś nikogo nie obudziła.

-Dobrze, ale dlaczego potem wzmocniłeś uścisk?...To mnie bolało Harry... - szepnęłam.

-Przepraszam, bardzo przepraszam. Ale jak zaczęłaś się rzucać to ja myślałem...no...że...ja...po prostu...nie wiem, ale...

-Ej, spokojnie, nie musisz się tłumaczyć rozumiem, a teraz mam prośbę...

-Tak? - zapytał.

-Mógł byś mnie puścić, bo odcinasz mi dojście powietrza...

-Ohh...tak jasne...przepraszam - spuścił głowę.

-Ej, już wszystko dobrze, spokojnie - uśmiechnęłam się lekko.

-Yyy...Olu?

-Tak?

-Mogę cię o coś spytać?

-Oczywiście, że tak. Nawet nie musisz mnie pytać o pozwolenie.

- Co  ty tu robisz o czwartej nad ranem? Zamieniasz się w Niall`a? Czemu nie śpisz?

-Łoł...spokojnie miało być jedno pytanie. No to tak:
 Jeden: próbuję coś zjeść;
 Dwa: nie zamieniam się w Niall`a po prostu jestem głodna;
 Trzy: yyy...nie mogę spać;

-Czemu nie możesz spać? - zapytał.

Kurde trafił w słaby punkt!!! Co ja mam mu powiedzieć?! Może mu powiem: Hej Harry nie mogę spać, bo nie mogę przestać o tobie myśleć!
Nie patrzyłam na niego...bałam się spojrzeć mu w oczy...
Niestety Harry zauważył, że waham się nad odpowiedzią...

-Ej, jak nie chcesz odpowiadać to nie odpowiadaj. Zapytałem się tylko z ciekawości...emm...Olu?

-Tak? - zapytałam z rumieńcem na twarzy.

-Mogłabyś mi opowiedzieć o sobie?

-Ale ty wszystko wiesz - powiedziałam.

-No właśnie nie do końca. Nie wiem o tobie praktycznie nic.

-No dobra, a co chcesz wiedzieć dokładnie? - zapytałam.

-Hmm...wszystko od samego początku. Kiedy masz urodziny, czy masz rodzeństwo. Chcę poznać twoją historię...

-Eee...no dobrze tylko może nie tutaj. Chodź do mnie do pokoju - zaproponowałam.

-Oki.

Gdy weszliśmy do pokoju zapaliłam światło i rzuciłam się na łóżko, a Harry usiadł obok mnie.

-No to jak gotowy?

-Oczywiście proszę pani! - krzyknął z "bananem" na twarzy.

-Dobra zacznę opowiadać, ale tak nie krzycz, bo wszystkich obudzisz - skarciłam go.

-Okej, będę ciszej.

-No to urodziłam się piątego stycznia, to był piątek o ile się nie mylę. Urodziłam się bardzo malutka...Ważyłam...nie jestem pewna, ale chyba mniej niż trzy kilo. No i to chyba tyle z tego szpitalnego tematu...

-Nie, dlaczego? - przerwał moją wypowiedź.

-Bo już nie ma nic do opowiadania.

-No dobra.

-Okej no to dalej. Gdy miałam dwa latka urodziła się moja siostra Paulina. Bardzo lubiłam spędzać czas z mamą, tatą i siostrą, bo w szkole...ludzie...mnie nie lubili. Chłopaki wykorzystywali mnie na każdym możliwym kroku, a potem rzucali bez żadnego powodu. W szkole nikt nie wiedział jaka jestem naprawdę. Na korytarzach wytykali mnie palcami...gdy wracałam do domu zamykałam się w pokoju i płakałam. Kiedyś nawet myślałam co by było gdybym się nie urodziła albo zginęła w wypadku. W wieku 10 lat przeniosłam się do innej szkoły. Tam poznałam Karolinę i Natalkę. Od razu je polubiłam i one mnie też...chyba. Krótko mówiąc bardzo szybko znalazłyśmy wspólny język. Byłam bardzo szczęśliwa, bo znalazłam dwie prawdziwe przyjaciółki, które lubiły mnie za to kim jestem a nie za to co mam. W poprzedniej szkole nikt mnie nie lubił tylko dlatego...

     W tym momencie łzy napłynęły mi do oczu. Harry szybko to zauważył ... zanim się obejrzałam już byłam w jego objęciach...

-Cii...Już nie płacz jak nie chcesz to nie musisz dalej opowiadać - zaczął mnie uspokajać.

-Nie - powiedziałam przez łzy - obiecałam, że opowiem ci wszystko.

-Jesteś pewna, że dasz radę? - zapytał z troską.

-Tak - uśmiechnęłam się lekko.

-No dobrze, ale jak  nie zechcesz dalej opowiadać dalej to nie opowiadaj ok?

-Okej. To na czym skończyłam? A no to w starej szkole nikt mnie nie lubił, bo...nie byłam za bardzo bogata, a tam liczyło się tylko czy masz pieniądze i nic więcej. No, ale wracając do tematu dziewczyn...Bardzo szybko się zaprzyjaźniłyśmy, z resztą nasi rodzice też. Pewnego dnia rodzice z siostrą przyjechali po mnie do szkoły, bo mieliśmy jechać do cioci na urodziny. Jechaliśmy zgodnie z przepisami. Było wesoło. Ja z siostrą rozmawiałam na różne tematy na przykład o domku na drzewie czy zabawy lalkami...jak to dziewczynki. Byliśmy na ulicy szybkiego ruchu i akurat mieliśmy zielone i tata ruszył...Nagle z za zakrętu wyjechał samochód jadący bardzo szybko. Nie wiem ile mógł jechać ale my jechaliśmy 20 kilometrów na godzinę no bo wiesz główna ulica i tak dalej. Uderzył w nas z trak ogromną siłą, że przelecieliśmy kilka, nawet kilkadziesiąt metrów i wylądowaliśmy na dachu...Krzyczałam ile miałam sił, ale ani mama, ani tata, ani siostra nie odzywali się. Sprawca uciekł z miejsca wypadku. Po jakimś czasie przyjechała karetka i zabrała nas do szpitala...a tam okazało się,że moi rodzice i jedyna siostra nie żyją. Szpital zawiadomił naszą ciocię, babcię, dziadka, wujka, wszystkich o śmierci mojej rodziny, a gdy dowiedzieli się, ze ja jako jedyna przeżyłam...

   Znowu łzy napłynęły mi do oczu...

-Powiedziała, żeby oddać mnie do adopcji! Miałam zaledwie 10 lat straciłam mamę, tatę siostrę i każda inna rodzina w takim wypadku byłaby przy dziecku...ale nie moja zostawili mnie...nie chcieli mnie...moja własna rodzina mnie nie chciała...zostałam sama...nie miałam już nikogo...
Po tej informacji lekarze zadzwonili po ludzi z domu dziecka żeby po mnie przyjechali. Zabrali mnie do domu żebym zabrała swoje rzeczy. Jednak gdy wchodziłam do domu zauważyli mnie rodzice Karoliny... podeszli do osób z którymi przyjechałam dlaczego jestem tu sama, cała poobijana i to w dodatku ze złamaną ręką i dlaczego jestem tu z nimi. Gdy wysłuchali całej opowieści, stali tak przez chwilę rozmawiając szeptem i dzwoniąc do kogoś. Po zakończeniu rozmowy powiedzieli, że chcą mnie adoptować. Ludzie z agencji adopcyjnej nie mieli nic przeciwko temu...i jeszcze tego wieczoru byłam już w domu Karoliny, ale nie już jako przyjaciółka, tylko siostra...jako część jej rodziny...




_________________________________________________________________
Hejo wszystkim :*
I jak wam się podobają moje nędzne wypociny?
Jeśli jest za krótki to przepraszam a i przepraszam że tak  późno go dodaję ale pisałam go od 11 rano i dopiero teraz skończyłam. Proszę komentujecie. Ostatnio pojawiły się dwa komentarze, byłam bardzo szczęśliwa z tego powodu i lepiej mi się pisało dla was to tylko chwila a dla mnie wena na kolejne rozdziały...
pozdrawiam wszystkich serdecznie <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ



  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz